Opowiadania o cukrzycy – fajne i niefajne Zygmunt Trojanowski
0
Drażni moje ucho ta fajność i niefajność , tych skrótów myślowych dopuszczają się nagminnie uniwersyteccy wykładowcy medycyny dla lekarzy z Łodzi, w szczególności w mojej specjalności diabetologii. Drażni to moje ucho, bowiem w chwili kiedy mam się dowiedzieć istoty rzeczy słyszę fajne lub niefajne. Dopuszczeni do mikrofonu sprawozdawcy zakładają, że ja wiem co się za tym kryje i z manierą światowców walą mi swoje keywords-słowo wytrych, a ja nadal się zastanawiam co szanowny kolega/ka mieli na myśli. Ich lotność i błyskotliwość jest tej miary, co ich profesjonalizm. Zanim zdołam dociec i zgłębić naturę problemu, pognali do przodu. Szum informatyczny przelewa się na ostrych zakrętach i ja ani tego objąć ani podążać za tym nie mogę. Może to terkotanie z szybkością karabinu maszynowego jest ekwiwalentem ściemy? Ślizgają się po powierzchni niczym wytrawni zawodnicy w jeździe figurowej na lodzie, byle szybciej i więcej, brevier medycyny w pigułce, czyli wielkie nic. Urozmaiceniem są liczne śmieszne przejęzyczenia, potoczystość frazy z y…y biegnącym do nikąd jak w greckim heksametrze. To targowisku próżności jest „niefajne”,
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.