Dlaczego chcemy protestować-wywiad w MP z K. Bukielem
14
Maciej Müller
28.09.2012
Nasze żądanie płac minimalnych to w pewnym sensie prowokacja. Nie jest bowiem możliwe spełnienie tego żądania i pozostawienie systemu bez zmiany - mówi Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.
Maciej Müller: Postulatem protestu lekarzy ma być płaca minimalna za jeden etat w wysokości trzech średnich krajowych. Płaca minimalna to postulat kojarzący się z socjalizmem. Czy nie kłóci się z Pana przekonaniami wolnorynkowymi?
Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL: Oczywiście że się kłóci. Ale pasuje do systemu opieki zdrowotnej w Polsce, a nawet jest jego koniecznym uzupełnieniem. Bo w tym systemie finansowanie ochrony zdrowia jest regulowane w sposób administracyjny. Polega to nie tylko na tym, że o wysokości składki na NFZ decydują politycy, ale również na tym, że ceny za świadczenia zdrowotne i limity świadczeń ustalane są przez urzędnika Funduszu. Tak więc naturalnym uzupełnieniem tego systemu powinno być ustalenie kosztów, jakie na dany produkt się składają. Jeżeli ich nie ustalimy, a wyceny będą brane z powietrza, to ceny mogą łatwo stać się zbyt niskie w stosunku do kosztów. I wszystkie zakłady – w tym przypadku szpitale – zbankrutują. Tak właśnie dzieje się obecnie.
Załóżmy, że lekarzom udałoby się wywalczyć płacę minimalną. Uniemożliwi to dyrektorom szpitali szukanie oszczędności w ich pensjach. Ale problemów systemowych nie rozwiąże...
Oczywiście, zdajemy sobie z tego sprawę. Nasze żądanie jest w pewnym sensie prowokacją. Nie jest bowiem możliwe spełnienie tego żądania i pozostawienie systemu bez zmiany. Protest musi za sobą pociągnąć zmianę systemu, bo on opiera się na fałszu. Mamy mało pieniędzy publicznych przeznaczanych na ochronę zdrowia, ale nieograniczony zakres świadczeń gwarantowanych.
Funkcjonuje to jakoś jedynie dlatego, że świadczenia są reglamentowane (limity), a dodatkowym buforem łagodzącym niedobór środków są pensje personelu medycznego, które mogą być dowolnie obniżane. Nic bowiem nie chroni ich „od dołu” (z wyjątkiem powszechnie obowiązującego ustawowego minimum). Jeżeli postawi się temu tamę, tzn. wyznaczy pewne wysokie minimum, poniżej którego płace nie będą mogły spaść, to problem niedoboru środków publicznych przeznaczanych na ochronę zdrowia stanie się tak ostry, że trzeba się będzie zastanowić, czy na pewno wszystko powinno być opłacane ze środków publicznych.
W takim razie krokiem w dobrą stronę będzie wyprowadzenie wyceny świadczeń poza NFZ.
Jeżeli ceny świadczeń mają być ustalane - jak obecnie - administracyjnie, a nie rynkowo, ale chcemy, aby były to ceny sprawiedliwe, uwzględniające rzeczywiste, przeciętne koszty świadczeń, to najważniejszą sprawą jest nie kto będzie ustalał te ceny, ale według jakiej metodologii. Nawet NFZ potrafił w jednym przypadku (i tylko jednym) przygotować merytoryczną metodologię wyceny świadczenia zdrowotnego – hemodializoterapii. Został do tego przymuszony postawą międzynarodowych firm, które opanowały niemal w całości polski rynek i zagroziły niepodpisaniem kontraktów z Funduszem.
Przy takiej merytorycznej wycenie musi się pojawić temat wyceny pracy lekarza, bo jest ona elementem każdego świadczenia zdrowotnego. A wycena godziny pracy lekarza składa się na wynagrodzenie zasadnicze lekarza za jeden etat. Nasze żądanie ustalenia minimalnej płacy przenosi się więc na postulat wyceny pracy lekarza w świadczeniach, które finansuje NFZ. Nawiasem mówiąc, przy wycenie hemodializoterapii przyjęto, że płaca zasadnicza lekarza specjalisty (czyli bez dodatków!) wynosi miesięcznie 9,5 tys. złotych, a więc bardzo blisko postulowanej przez nas kwoty trzech średnich
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 14 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.