Wścieklizna

67
To jest post kliniczny. Proszę o nie przenoszenie go do zwierzyńca lekarskiego. Tydzień temu we wtorek córka zwróciła uwagę, że jej ulubiony kot Jerry dziwnie się zachowuje, nie ma apetytu, nie daje się głaskać, wygląda na obolałego. Miała taką fantazję, że może ktoś go kopnął, bo dotyk wyraźnie sprawiał mu ból. W środę kota nie widziałam. W czwartek rano pokazał się w kuchni ciężko chory. Ledwie powłóczył łapami. Zamierzałam z nim pojechać do weterynarza, ale gdzieś zniknął. Cały dzień go szukaliśmy. Jeszcze w nocy wybrałam się na obchód okolicy, bo może gdzieś ten mój biedny kot dogorywa. Gdy po północy wróciłam do domu, spotkała mnie niespodzianka - Jerry wypełzł spod łóżka. Podejrzewam, że spędził tam całą środę i czwartek. W piątek rano wyciągnęłam go spod łóżka, żeby zawieść go do weterynarza. Był baaardzo osłabiony, ale w momencie, kiedy chciałam włożyć go do auta, okropnie się wystraszył i próbował uciec. Starałam się go przytrzymać, więc mnie pogryzł. Wbił mi kły w kłębik małego palca, tak że krew tryskała na kilka centymetrów. Oczywiście natychmiast zrobił mi się stan zapalny, już wieczorem musiałam wziąć a
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 67 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.