Życie po byciu lekarzem - powieść z życia wyższych sfer naukowych, w odcinkach

48

Wszelkie podobieństwa do znanych czytelnikom osób, miejsc i faktów nie są przypadkowe, lecz zamierzone przez autorkę. Jednakże nie bierze ona odpowiedzialności za skojarzenia czytelników. Czytelnicy, którzy niczego nie kojarzą są w błędzie. Czytelnicy, którzy cokolwiek kojarzą, też mogą być błędzie. Każdy czytelnik może myśleć co mu się podoba, ponieważ myśl ludzka jest wolna i zawsze taka będzie.

  Motto: Więc nic sobie nie przypominasz? Miejsce niezupełnie się zgadza (…)
-Ależ na pewno! Data się zgadza, lecz miejsce nie…”
Antoine de Saint – Exupery „Mały Książę”

Nikt  nie wiedział, czy istniało jakiekolwiek życie po byciu lekarzem. Więcej osób skłonnych było uwierzyć w życie pozagrobowe niż w po-zawodowe. Nie mając jakichkolwiek szans na przekonanie swojego otoczenia, że istnieje życie po byciu lekarzem, doktor Matylda Przekora zaczęła zastanawiać się, do czego doprowadzi uporczywe powtarzanie tego dziwacznego określenia. Jak długo by nie rozmyślała, zawsze dochodziła do tego samego wniosku: głoszenie teorii o życiu po byciu lekarzem wywołuje nie dające się opanować zdziwienie rozmówcy.

Pomimo braku wiedzy i świadomości otoczenia, że życie po byciu lekarzem istnieje, Matylda miała się naprawdę dobrze. Nie wyglądała na zbłąkana, zagubioną czy oklapniętą intelektualnie. Prawdę powiedziawszy prezentowała każdego dnia świetną formę i była najbardziej jaskrawym przypadkiem życia po byciu lekarzem, jaki zanotowały kroniki towarzyskie. Nie dość tego  w duszy doktor Przekory rozkwitały uczucia niskie i podłe, do tej pory zupełnie jej nieznane, wręcz przez całe życie zakazane, a przez to słodko grzeszne. Gdy słyszała jadącą na sygnale karetkę pogotowia, odczuwała boską ulgę, że to nie ona siedzi w środku balansującego na zakrętach samochodu. Świadomość, że nikt nie może jej zmusić do dyżurowania, sterroryzować ani zagrozić administracyjnymi rygorami popychała do zupełnie nowych obyczajów. Bezwstydnie godzinami słuchała muzyki operowej, analizowała frazy i ciepło brzmienia głosów, kompletnie przy tym nie przejmując się długością kolejek zbolałych pacjentów wysiadujących pod gabinetami kolegów. Odmawiała telefonującym koleżankom wysłuchiwania opowieści o trudnych przypadkach medycznych, nie chciała znać wyników badań przyjętych wczoraj pacjentów, nie była też ciekawa, ile osób zrobiło awanturę ani co nowego wymyśliła kierownicza siła przychodni.

Potrafiła w środku dnia snuć s

Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 48 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.