Fraternizacja?
130
W szpitalu wysyp rezydentów...Miedzy mną i większością z nich jest już różnica zawodowa w wymiarze pokolenia- pracuję od 22 lat.
I coraz bardziej zatrważają mnie relacje miedzy lekarzami z całkiem sporym doświadczeniem oraz rezydentami w pierwszym, góra drugim roku specjalizacji. Osobliwie dotyczy to specjalizacji zabiegowych.
Scenka 1. "Leczenie na najwyższym możliwym poziomie": W SOR przyjmuję ok 10.00 pacjenta z otwartym złamaniem kości. Badanie, opatrunek, szyna, leki p/bólowe, rtg, antybiotyk. Dzwonię do ortopedów, którzy trzęsą się nad każdym złamaniem otwartym, przekazuję, że można pacjenta z otwartym złamaniem przyjąć. Mijają ze 3 h- rezydent w końcu przychodzi, przyjmuje, po południu zabieg operacyjny. Wieczorem ów rezydent przechodząc przez SOR rzuca w moim kierunku "Pani doktor, coś nam umknęło" . Ja: "Co NAM UMKNęŁO"? "To NAM umknęło, że to było złamanie otwarte"; Ja (zdziwiona)- "NAM umknęło"?
Scenka nr 2 "Odźwierna" : Wspólne wejście od wind do oddziału zabiegowego- przejście przez inny oddział, nota bene OIOM. Zamontowali nowe drzwi. W pewnym momencie do gabinetu lekarskiego OIOM-u wpada młodziutki rezydent oddziału zabiegowego i zaczyna wrzeszczeć na lekarkę z 20-letnim stażem "Że drzwi się nie otwi
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 130 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.