Ortopedia w Niemczech, Szwajcarii, specyfika pracy, wsparcie szpitala, sprachkurs.
4
Stało się. Nigdy bym nie pomyślał, że mój ukochany kraj tak o mnie zadba, że będę rozważał szukania szczęścia za granicą. Sześć lat studiów, siódmy rok stażu, młodość w bibliotekach, na każdym kroku wyrzeczenia, żeby zdobycie tytułu lekarza. Weekendy z książkami, żeby dostać rezydenturę. Udało się, od 1,5 roku pracuję na ortopedii. Myślałem, że pana Boga złapałem za nogi, że mnie przyjęli do szkoły poetów. I o to mi płacą, stawkę jak dla kelnera. A w zamian ciągłe nagonki prasy na lekarzy, okropne nastawienie pacjentów, agresja na izbie przyjęć, w poradniach, ciągłe fanaberie NFZ-tu. Kary za recepty, które już doświadczyłem. Bezpłatne nadgodziny, dyżury jak chcesz się szkolić na wolontariacie, bo przetarg wygrała spółka, a starsi koledzy ze spółki nie wpuszczą. Małe polskie piekiełko. Brak perspektyw i rozwoju, bo ciągle żywy komunizm płynie w żyłach dyrektorów i kierowników, którzy endoprotezoplastyki traktują jak wielkie mecyje tylko dla wybrańców, żeby mogli strzyc owieczki w swoich prywatnych gabinecikach. Jak założyć rodzinę za 580 euro miesięcznie za harówę na bloku, użeranie się z pijakami i innymi kloszardami na izbie? Taką stawkę można osiągnąć w Polsce wykonując każda inna prace fizyczną, bez odpowiedzialności i tylu nerwów. Własne mieszkanie, może za parę lat. Za to możemy poczytać „list do przyjaciół moskali” i pomarzyć o dwóch średnich krajowych dla rezydenta.
Dlatego od pewnego czasu, zacząłem interesować się praca ortopedy w Niemczech i Szwajcarii. Przeczytałem większość wątków na popularnych serwisach. Wiem, że szpitala najlepiej szukać
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 4 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.