Opowieść prawdziwa z morałami czyli o dupochronach w zabiegówce.
37
Wacusiowi w 50 urodziny znarowiło się oko. Lewe. Rozbiegło się, znaczy uciekło w zeza rozbieżnego. Wacusiowi źle z tym było, szczególnie, że mniej podobał się płci przeciwnej, niż 20 lat wcześniej, o co winił to rozbiegnięte oko....
Udał się więc Wacuś do Renomowanej Kliniki Okulistyki, gdzie objaśniono go, że ustawienie oka porządnie to pikuś i da się to nożem zrobić. Wacuś ochoczo się zgodził, zoperowano mu lewe oko. Sukces był, ze tak powiem, połowiczy, oko nadal uciekało, ale jakby o połowę mniej. Doktor Operator zapowiedziała Wacusiowi, że za czas jakiś konieczna będzie kolejna operacja. Po 5 miesiącach Wacuś znowu do Renomowanej Kliniki się zgłosił na kolejny zabieg operacyjny. Zabieg wykonano.
Jakież było zdumienie i przerażenie Wacusia, gdy obudziwszy się popołudniem, ujrzał się z zaklejonym okiem PRAWYM!!!!!! Stan ogólny Wacusia plasował się między stanem prze - a około zawałowym. Zawezwana z domu Doktor Operator (Oprawca chyba) przybyła kurcgalopkiem i nuż uspokajać Wacusia, ze tak powinno być i jest dobrze i jak tylko się uspokoi, to będzie zadowolony, i ona przeprasza itepeitede.... Wacuś przeprosiny przyjął, no, tak na niby. Efekt operacji okazał się spektakularny - oczy nareszcie chod
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 37 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.