Nasze powroty

4
Nasze powroty Zygmunt Trojanowski Urszula Sobiecka Właśnie wróciliśmy, to było ekstremum. Obolały, wychudły, ale szczęśliwy, że potrafiliśmy psy uchronić przed wydawałoby się nieuniknionymi konsekwencjami lekkomyślności i podejmowania celów, jak najbardziej wedle romantycznego obstalunku – „mierz siły na zamiary”, jak się okazało chore imaginacje o ludzkich możliwościach. Bez ich pomocy, a dały z siebie wszystko, aby nas ratować w dziewiczych opresjach natury. Przetrwanie nie byłoby możliwe. Przyroda, niedoceniona i źle oszacowana potrafi się zemścić nieubłaganie i z całą mocą. Dla przykładu: gogle-gdzieś przepadły, a kurniawa zadaje prosto w twarz 70km/godz, źle dopięty zamek ochraniaczy i już biały pył czujesz pod stopą, deterioryzacja-nic nie widać, wody dookoła tak wiele, a pić się chce jak na Saharze. Zapadł zmrok, niby domyślasz się gdzie jesteś, ale pewności nie ma, jedynie słaba poświata nad Harachowym i Świeradowem wyznaczają linię z południowego –zachodu, na północny-wschód, Bemol i Gama- mają GPS w nosach i mózgach, prowadzą- czasem prosto, gdzieniegdzie zakosami, aby uniknąć przymusowej kąpieli, albo brnięcia wykańczające po zaspach. Dbamy o naszych przewodników i opiekunów, przygotowanie do codziennego ślizgania 20-30km, jest żmudne i pracochłonne. Poduszki, błony, skoki, genitalia, uszy, brzuchy zabezpieczone grubą warstwą tłuszczu, puszorki z zaczepami przy ogonie do nart, ocieplacz dla Gamy, gdy mocno wieje, niestety buciki psi
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 4 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.