Nasze boje na Łupawie

0
Nasze boje na Łupawie Zygmunt Trojanowski Spływ Łupawą rozpoczęliśmy od samego początku rzeki, czyli od jeziora Jasień na Kaszubach. Już sam dojazd przez tzw. Szwajcarię Kaszubską był zjawiskowy. W górnym odcinku Łupawy od Jasienia do miejscowości Damno charakter rzeki zmieniał się kilkakrotnie. Płyniemy wśród łąk, by po chwili wpłynąć w odcinek o charakterze górskim. Spadek nurtu na przestrzeni kilkuset metrów zmienia się z 0,3 do 3‰, to piekło. W jednej chwili ze spokojnej niepomarszczonej toni, zmienia się w diabelski kocioł wrzący, parskający pianą na olbrzymich głazach, najeżony przeszkodami od strony brzegów i w poprzek rzeki płynącej wąskimi pozawijanymi parowami. Boziu ratuj! Ja chcę do domu, przecież nie tak miało być, nie jestem w wieku bratanków, czy siostrzeńca, mam dość adrenaliny! Improwizuję: hamuję, woduję, ciepię się w poprzek jak pijany od ściany do ściany, odpycham, przytrzymuję, najeżdżam sprintem, aby wyhamować zawijasem w lewo, to w prawo ocierając się o kolejne przeszkody. Po co? Aby uniknąć wywrotki i rozbicia poliestrowego kajaka. Przerażają brzegi znaczone częściami wraków z nagle przerwanych eskapad zakończonych katastrofą. Wielokrotnie nabieramy wody po brzeg burty, ciągle mokro, mięśnie nie wytrzymują, jestem wyczerpany i…nagle rzeka odpuszcza. Znowu jak gdyby nigdy nic płyniemy uśpionym nurtem w surowym i urokliwym anturażu przyrody. To chwila wytchnienia, aby ponownie zaatakować. Już z daleka widać jak poziom wody gwałtownie jak na stopniu wodnym obniża się, burzyny, wiry i załamujące się fale, ostre klify, dużo, bardzo dużo leżących pokotem drzew z najeżonymi we wszystkie strony konarami. Chyba pora umierać. Ojcze Serafinie Kutkorz płynie! Ula jak zahipnotyzowana i osłupiała, trzyma dzielnie wiosło wzdłuż i co chwilę wyciąga się jak kot na kadłubie, aby uniknąć dekapitacji. No tego jeszcze nie było. Jak do tego doszło? Leżymy przed snem mocno zmęczeni po pracy. Ula nieśmiało przypomina: mamy wolne, musimy coś postanowić. Otwieram na chybił trafił bedeker pt. Polska w kajaku. Z 30 najpiękniejszych tras do spływania trafiam niestety na Łupawę. Można zawyć ze szczęścia. Ignoruję zupełnie wytłuszczony tekst ostrzegawczy, z którym zapoznaję się dopiero po powrocie z tej chyba najtrudniejszej wyprawy, z której udało nam się jednak wyjść dzięki pomocy Matki Bożej Kutkorskiej – Pacławskiej i Częstochowskiej cało. Czytam : wymarzona trasa dla kogoś, kto lubi ekstremalne warunki – wodę w kajaku, bryzgi piany na twarzy, ciągłe wywrotki i dziury w kadłubie. Tylko dla twardzieli! Dlaczego ja głupi to zignorowałem. Teraz siedzę słaby z prze
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.