Alkohol (nie alkoholizm!!!) wśród lekarzy

182

Kiedyś napisałem artykuł do Biuletynu WIL na temat alkoholu wśród lekarzy, poruszając m.in. sprawę pracy "z promilami", porównując z innymi zawodami itp. Muszę przyznać, że myślałem, że będzie jakiś odzew, dyskusja. Tymczasem  nic. Cisza. A uważam, że temat jest ważny i wymagający głębszego zastanowienia się. Chodzi mi o ogólne podejście do sprawy spożywania alkoholu i następstw z tym związanych.

Z góry przepraszam tych, którzy nie lubią czytać długich tekstów, ale nie potrafię tego streścić bez utraty myśli przewodniej tego artykułu...

Pełen tekst przytaczam poniżej:

Alkohol wśród lekarzy
"Alkohol to wróg żołnierza. Dobry żołnierz wroga się nie boi". Takie i inne dowcipy krążą o alkoholu. Jednak sprawa jest na tyle poważna, że zajmują się nią najpoważniejsze gremia naszego kraju, wypowiadają się najpoważniejsze autorytety. Zawsze jednak potępiają picie alkoholu i nigdy nie znajdują żadnego usprawiedliwienia. Chciałbym od razu zaznaczyć, że w tym artykule będę zajmować się tylko i wyłącznie piciem alkoholu i jego skutkami a nie alkoholizmem (chorobą alkoholową) jako takim. To jest temat do innego artykułu.

Od dłuższego czasu bulwersują mnie czytane w prasie informacje o tym, że co rusz znaleziono pijanego lekarza w pracy. Jakby inne zawody nie istniały. Domyślam się, że jest to obecnie głównie nagonka medialna w związku z protestami lekarzy, ale może cała sprawa ma swoje dno głębiej...

Zastanawiałem się kiedyś co (albo kto) to jest pijany? Doszedłem do wniosku, że nie może to po prostu być osobnik mający powyżej 0,5 ‰ alkoholu we krwi. Dlaczego?         Odpowiedź jest bardzo prosta.

1. Każdy inaczej reaguje na alkohol. Dla jednej osoby 0,5 ‰ jest to już taka ilość, że nie jest w stanie wstać z krzesła, inna osoba nawet tego nie poczuje.

2. Nawet reakcja pojedyńczej osoby na alkohol jest inna na te same dawki w różnych dniach. Jednego dnia mówi się, że "wchodzi", innego już po jednym kieliszku kręci się w głowie.

3. Względność przepisów: osoba pijana w Polsce (0,5 ‰) jest trzeźwa we Francji i Luksemburgu (0,8 ‰) i "zalana w trupa" na Łotwie (0,0 ‰)

4. Zachowanie danej osoby: jedni po alkoholu są spokojni, najwyżej wesołkowaci, inni robią się agresywni.

Wszystkie powyższe argumenty wskazują na to, że kryterium "promilowe" nie powinno być w ogóle stosowane.

Jeżeli chodzi o lekarzy mających problem z alkoholem (mówię o tych "złapanych" i "nagłośnionych" w mediach), to nie spotkałem się z przypadkiem, żeby to coś, co zrobili miało związek z wypitym przez nich alkoholem. Oto kilka informacji znalezionych w internecie pod hasłem "pijani lekarze":

1. 18. 02.2003 - Pogotowie ratunkowe w Wieliczce - informacja o tym, że lekarz z sanitariuszką (sic!) pili na zapleczu jakiegoś baru, a potem jak ich złapała policja to okazało się że zdążyli udzielić pomocy dwóm osobom. Nie ma żadnych adnotacji o tym, jak udzielili tej pomocy (źle czy dobrze).

2.  24.04.2006 - Ginekolodzy z Lubina - artykuł mówi jedynie, że anonimowy rozmówca powiadomił policję, że na ginekologii dyżuruje dwóch pijanych lekarzy. Brak jakiejkolwiek informacji o tym, czy coś narozrabiali.

3. 14.06.2006 - Chirurdzy z Pabianic - pijani chirurdzy operowali 84-letnią kobietę która zmarła. Nic więcej. Nie wiadomo na co kobieta była chora i czy nie zmarłaby tak czy tak.

4. 16.11.2006 Pijany specjalista przyjął w Gubinie 30 osób - nie ma śladu adnotacji o tym, czy przyjął ich źle.

5. Na koniec kuriozum: kilka lat temu w Łodzi zwolniono z pracy chirurga dziecięcego u którego nie zbadano poziomu alkoholu żadną metodą - bo się nie zgodził, ale znaleźli się świadkowie, którzy twierdzili, że był pijany. S

Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 182 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.