Jesteśmy d**ami - ja jestem d**ą ;)
86
Przypadek #1
Pani po 30tce z zaburzeniami nerwicowymi (lęk, somatyzacja). Przeniosła się do mnie do PZP. Żadnych sensacji w trakcie leczenia, poza pewnym razem, kiedy pacjentka przyszła z koszmarnym bólem ucha. Cała zapłakana i rozhisteryzowana. Tłumaczyła coś niezbyt jasno, że była u laryngologa, który podejrzewał po dokładnej diagnostyce otolaryngologicznej neuralgię. Wyła z bólu, miała z bólu myśli samobójcze. Bała się, że będzie tak zawsze. Dałem jej TLPD, żeby wspomóc działania leczenia analgetycznego. Jak dotarłem do domu, zadzwoniłem do znajomego, który się zna na leczeniu bólu, wytłumaczył mi, że ból bardzo charakterystyczny dla neuralgii i że leczenie jest zwykle złożone i daje efekty czasami dopiero po tygodniach leczenia. Żal mi było zdezorientowane, spanikowanej pacjentki, więc zadzwoniłem do niej wieczorem na telefon komórkowy i przekazałem te informacje, za które była bardzo wdzięczna i się trochę uspokoiła.
Przypadek #2
Pacjent po 50tce z przewlekłą schizofrenią, wiele razy hospitalizowany. Znowu przenosiny do PZP, bo w sumie nie za bardzo wiadomo czemu. Wyjątkowo antypatyczny, jak na pacjenta ze schizofrenią, opryskliwy, złośliwy, negujący zalecenia, domagający się ciągłych zmian, rezonujący, zamęczający deresitycznymi zainteresowaniami. Z pacjentem w pakiecie rozhisteryzowana kuzynka, opiekun prawny. Postawa pani była jeszcze bardziej męcząca niż samego pacjenta, na każdej wizycie trzeba było jej poświęcić więcej czasu i uwagi, niż pacjentowi. Lamenty, niezadowolenie z leczenia, zachwyt nad poprzednim psychiatrą, która dawała swój numer prywatny, stosowała "przeleczenia" silnymi zastrzykami. His
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 86 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.