Koncepcja biopsychiatrii i jej krytyka wg. R. Whitaker'a
8
Poniżej wklejam 2 artykuły na które natrafiłem buszując w sieci.
1. Wywiad
„Narasta społeczny bunt przeciw biopsychiatrii”, mówi Robert Whitaker w wywiadzie dla Nowej Debaty.
Zapraszamy do lektury wywiadu, jakiego specjalnie Nowej Debacie udzielił Robert Whitaker – amerykański dziennikarz, historyk nauki, autor książek poświęconych psychiatrii.
Za swoją pracę Whitaker był wielokrotnie nagradzany, otrzymał m.in. George Polk Award for Medical Writing (1998) oraz National Association for Science Writers’ Award (1998). Wcześniej, w 1992 roku był stypendystą Massachusetts Institute of Technology w ramach programu „Knight Science Journalism Fellowships” przyznawanego dziennikarzom specjalizującym się w medycynie, naukach ścisłych i problematyce związanej ze środowiskiem naturalnym. W 1998 roku był współautorem serii artykułów dla dziennika „Boston Globe” na temat badań w psychiatrii, za którą nominowany był do Nagrody Pulitzera.
Jest autorem dwóch głośnych książek poświęconych współczesnej psychiatrii. W 2002 roku opublikował Madin America: Bad Science, Bad Medicine, and the Enduring Mistreatment of the Mentally Ill. Whitaker skoncentrował się w niej na przyczynach, dla których schizofrenicy leczeni współcześnie w USA mają gorsze rokowania, niż pacjenci w krajach
mad in america
rozwijających się, a nawet chorzy w dziewiętnastowiecznych przytułkach. Autor dowiódł, że nowoczesne terapie psychiatryczne stosowane w przypadku ciężkich zaburzeń psychicznych to tak naprawdę „stare metody w nowych opakowaniach”, a ich rzekomą skuteczność wmówiły opinii publicznej wpływowe środowiska psychiatrów. Whitaker prześledził trzystuletnią historię „lekarstw na szaleństwo” stosowanych w USA od czasów kolonialnych po współczesne pokazując, że stosowane terapie służyły głównie „uciszaniu” pacjentów, przytępianiu ich umysłów, co jedynie oddalało perspektywę na powrót do „normalności”. W swojej pracy autor wykorzystał starą i nową literaturę medyczną, rządowe statystyki oraz dokumentację medyczną pacjentów. Na tej podstawie postawił ważne pytania o zasadność obowiązującej dziś definicji „niepoczytalności” oraz obrazu ludzkiego mózgu propagowanego przez nowoczesną psychiatrię.
W 2010 roku nakładem wydawnictwa Crown (wchodzącym w skład Random House) ukazała się druga książka Whitakera pt. Anatomy of an Epidemic: Magic Bullets, Psychiatric Drugs, and the Astonishing Rise of Mental Illness in America. Autor wyjaśnia w niej niewyjaśnione do tej pory zjawisko, dlaczego tylko w ostatnich 30 latach liczba osób z zaburzeniami psychicznymi w USA uległa potrojeniu? Dlaczego każdego dnia u 850 dorosłych Amerykanów i 250 dzieci diagnozuje się zaburzenia psychiczne uprawniające do pobierania zasiłku? Dlaczego, wbrew obietnicom, psychofarmakologiczna rewolucja lat 50-tych XX w., która zapoczątkowała epokę leków psychiatrycznych, nie tylko nie rozwiązała naszych problemów psychicznych, ale wręcz je pogłębiła? Rozwiązując tę zagadkę Whitaker omawia m.in. obowiązującą dziś w
psychiatrii teorię, że zaburzenia psychiczne są rezultatem nierównowagi chemicznej w mózgu, którą można skorygować farmakologicznie. Na podstawie starej i nowej literatury medycznej pokazuje, że hipoteza ta nigdy nie miała i do dzisiaj nie ma potwierdzenia w dowodach naukowych, a źródeł tego, co określa się dzisiaj mianem współczesnej „epidemii chorób psychicznych”, należy upatrywać właśnie w masowym upowszechnieniu się leków psychiatrycznych. Autor przytacza liczne badania naukowe oraz obserwacje wykazujące, że długotrwałe przyjmowanie leków psychiatrycznych, zamiast poprawiać, pogarsza rokowania pacjentów i wpędzą ich w tzw. pułapkę lekową, z której – z biegiem czasu – coraz trudniej jest się wydostać. Można powiedzieć, że Anatomy of an Epidemic stanowi dogłębne studium obowiązującego dziś w psychiatrii biologicznego modelu chorób psychicznych (tzw. biopsychiatrii) – jego genezy, historii i wpływu, jaki od ponad 30 lat wywiera na ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. Także w Europie i w Polsce.
W 2010 roku książka Anatomy of an Epidemic otrzymała nagrodę Investigative Reporters and Editors Award for Investigative Journalism. Książka została przyjęta z dużym uznaniem i pozytywnie zrecenzowana nawet w mediach głównego nurtu takich jak “New York Times”, “Scientific American”, “New Scientist” czy „Huffington Post”. Mamy nadzieję, że książka ta znajdzie niebawem polskiego wydawcę.
Whitaker jest również twórcą magazynu internetowego Mad In America, skupiającego specjalistów, dziennikarzy, badaczy, działaczy społecznych. Pismo omawia szeroko rozumiane problemy współczesnej psychiatrii, zarówno jej aspekty medyczne, jak i społeczne, historyczne oraz kulturowe. Oprócz tego Whitaker prowadzi swojego bloga w portalu „Psychology Today”. Pisuje też dla innych mediów (np. „Huffington Post„), a ostatnio dużo podróżuje wygłaszając prelekcje na uniwersytetach, konferencjach psychiatrycznych i innych wydarzeniach branżowych. Daje też wykłady dla grup pacjentów oraz rozmaitych organizacji społecznych. Napisał też powieść The Mapmaker’s Wife: A True Tale of Love, Murder, and Survival in the Amazon (2004) oraz książkę-reportaż pt. On the Laps of Gods: The Red Summer of 1919 and the Struggle for Justice That Remade a Nation (2009) dokumentujący masakrę na czarnej ludności w Hoop Spur, w stanie Arkansas, w 1919 roku.
Oto nasza rozmowa:
Jest Pan dziennikarzem i badaczem zajmującym się problematyką nauki oraz medycyny, pisze Pan też cieszące się dużą popularnością książki na ten temat. Jak zainteresował się Pan właśnie psychiatrią?
Okrężną drogą. W 1998 roku byłem współautorem serii artykułów dla gazety „Boston Globe” opisujących nadużycia, jakich dopuszczają się ośrodki badawcze na pacjentach leczących się psychicznie. Wówczas jeszcze myślałem, że będzie to jednorazowa przygoda dziennikarska z psychiatrią. Jednak w trakcie pracy nad tą serią natknąłem się na wyniki badań naukowych zadające kłam wielu opiniom, które, jeśli chodzi o psychiatrię, uznawałem wcześniej za „prawdziwe”. Na przykład, byłem przekonany, że psychiatria zrobiła spore postępy w leczeniu schizofrenii, tymczasem w jednym z badań wykonanych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda okazało się, współczesne terapie nie są wcale skuteczniejsze od metod stosowanych w pierwszej połowie XX w., czyli jeszcze zanim pojawiły się leki przeciwpsychotyczne. Zapoznałem się też z badaniami Światowej Organizacji Zdrowia, według których leczenie schizofrenii było skuteczniejsze w krajach rozwijających się (Indie, Nigeria, Kolumbia) aniżeli w Stanach Zjednoczonych i innych krajach rozwiniętych. Moja pierwsza książka pt. Mad in America była właśnie próbą wyjaśnienia przyczyn tego zjawiska.
W swojej pracy pokazał Pan, że amerykańska psychiatria od 30 lat prezentuje sama siebie w fałszywym świetle, przekonując opinię publiczną, iż tzw. psychofarmakologiczna rewolucja w diagnozowaniu i leczeniu zaburzeń psychicznych okazała się wielkim sukcesem. W swojej najnowszej książce pt. Anatomy of an Epidemic przywołuje Pan znaną iluzję optyczną, w której obserwator – w zależności od tego, pod jakim kątem patrzy – może dostrzec zarówno starą, jak i młodą kobietę. Według Pana w opinii publicznej obraz „epoki psychofarmakologicznej” funkcjonuje wyłącznie jako „młoda kobieta”. Na czym polega fałsz tego obrazu? Na czym polega to złudzenie?
Rzeczywiście, wiedzą potoczną stał się pogląd, że pojawienie się w 1954 roku chlorpromazyny zapoczątkowało psychofarmakologiczną rewolucję, która przyniosła wielki przełom w leczeniu zaburzeń psychicznych za pomocą farmaceutyków. I trzeba dodać, że istotnie mamy dowody na to, iż leki te działają tzn. w krótkiej perspektywie czasowej łagodzą objawy. Zatem na obraz psychiatrii jako „młodej kobiety” składa się zarówno narracja historyczna, jak i krótkoterminowa skuteczność farmaceutyków.
Jednak w książce Anatomy of an Epidemic skupiłem się na następującym pytaniu: w jaki sposób leki psychiatryczne wpływają na przebieg zaburzeń psychicznych w długim okresie? I tutaj okazuje się, że w literaturze medycznej istnieją bezsprzeczne dowody, zgromadzone na przestrzeni ostatnich 50 lat, pokazujące, iż stosowane leki zwiększają przewlekłość zaburzeń i pogarszają u pacjentów zdolności funkcjonalne (np. zdolność do podjęcia pracy itp.). I na tym właśnie polega właśnie obraz psychiatrii jako „starej kobiety”, którego na pierwszy rzut oka nie widać.
Iluzją jest pogląd, że udało nam się osiągnąć wielki postęp, jeśli chodzi o leczenie zaburzeń psychicznych. Kiedy spojrzymy na długoterminowe efekty terapii psychofarmakologicznych, łatwo dostrzec, że tego postępu po prostu nie ma.
W ostatnich latach nawet w środowisku psychiatrycznym uważa się, że teoria nierównowagi chemicznej w mózgu – traktowana obecnie jako przyczyna zaburzeń psychicznych i stanowiąca fundament współczesnej biopsychiatrii – to metafora, czy wręcz mit. Nigdy nie udało się naukowo udowodnić, że jakiekolwiek zaburzenie psychiczne wywołane jest nierównowagą chemiczną w mózgu. Co więcej, rosną rozbieżności między tym, co naukowcy piszą w literaturze medycznej a tym, co media i reklamy leków promują jako naukowe fakty. Jakie są korzenie „chemicznej” teorii i na czym polegają jej fundamentalne słabości?
Teoria nierównowagi chemicznej powstała w latach 60-tych XX w.. Badacze postawili ją po tym, jak poznali działanie środków przeciwpsychotycznych i przeciwdepresyjnych. Odkryli oni, że antypsychotyki blokują aktywność dopaminergiczną w mózgu i na tej podstawie wysunęli teorię, że schizofrenia spowodowana musi być nadmiarem dopaminy w mózgu. W przypadku przeciwdepresantów ustalono, że zwiększają one poziom serotoniny oraz norepinefryny w szczelinie synaptycznej (tj. przestrzeni między neuronami). Na tej podstawie postawiono hipotezę, że depresję wywoływać musi nienaturalnie niski poziom tych neuroprzekaźników w mózgu. I tutaj dotykamy fundamentalnej słabości chemicznej teorii zaburzeń psychicznych: opiera się ona na mechanizmach działania leków, a nie na odkryciach dokonanych u osób cierpiących na depresję bądź schizofrenię.
Można powiedzieć, że w latach 70-tych i wczesnych 80-tych środowisko naukowe zaczęło odwracać się od „teorii chemicznej”. Powód był taki, że, wbrew oczekiwaniom, u pacjentów ze zdiagnozowaną schizofrenią nie udało się potwierdzić nadaktywności dopaminy, natomiast u pacjentów ze zdiagnozowaną depresją nie udało się potwierdzić obniżonego poziomu serotoniny. Mimo to psychiatria podtrzymywała tę hipotezę w oczach opinii publicznej, ponieważ dzięki niej zyskiwała rangę równą innym dyscyplinom medycznym. Teoria ta zafunkcjonowała zatem jako metafora, dzięki której psychiatrzy zaczęli dysponować cudownymi środkami (magic bullets) podobnie jak, na przykład, lekarze chorób wewnętrznych.
W książce Anatomy of an Epidemic podkreśla Pan, że psychofarmakologiczna rewolucja – zapoczątkowana pojawieniem się w latach 50-tych XX w. torazyny a następnie innych leków psychiatrycznych (antydepresantów, antypsychotyków, stymulantów i in.) – gruntownie zmieniła przebieg zaburzeń psychicznych oraz, co ważne, rokowania pacjentów. Na czym polega ta zmiana? Czy jest to zmiana na lepsze?
Po zaakceptowaniu medycznego modelu psychiatrii zaczęto propagować tezę, że ludzie borykający się z problemami psychicznymi mają „uszkodzony mózg”, zapadli na „chorobę” taką samą jak np. cukrzyca. Z tego powodu przestaliśmy poszukiwać przyczyn problemów psychicznych w czynnikach środowiskowych, w okolicznościach zewnętrznych, (które mogą mieć charakter przejściowy, epizodyczny), nabraliśmy natomiast przekonania, że zaburzenia te muszą być chroniczne. To bardzo pesymistyczny model – taki, który u pacjenta wywołuje poczucie bezsilność. Zabiera nadzieję, że człowiek jest w stanie, w taki czy inny sposób, przetrwać kryzys i odzyskać wewnętrzną równowagę. Panujący model wysyła do człowieka z problemami psychicznymi komunikat , że ma „uszkodzony mózg” i musi wobec tego do końca życia przyjmować leki.
Jeśli chodzi o rokowania pacjentów, to literatura medyczna nie pozostawia tutaj żadnych wątpliwości. Leki psychiatryczne w długiej perspektywie zwiększają przewlekłość zaburzeń psychicznych (schizofrenia, depresja, stany lękowe, choroba maniakalno-depresyjna) a także ograniczają pacjentom możliwości codziennego funkcjonowania. Trzeba zaznaczyć, że niektórzy ludzie całkiem nieźle sobie radzą na lekach nawet w długiej perspektywie, jednak, ogólnie rzecz ujmując, w długiej perspektywie leki pogarszają sytuację przyjmujących je osób.
Jaką rolę w upowszechnieniu biologicznego modelu zaburzeń psychicznych odegrały media oraz instytucje publiczne, w tym administracja rządowa, organizacje medyczne i uniwersytety?
W Stanach Zjednoczonych zidentyfikować można wiele podmiotów komercyjnych, środowisk akademickich i agend rządowych, które były w czołówce, jeśli chodzi o promocję biologicznego modelu psychiatrii. Stosunkowo łatwo jest wskazać te, które najmocniej wspierały obowiązującą narrację o psychiatrii.
W 1980 roku, Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA) opublikowało trzecią edycję swojej klasyfikacji zaburzeń psychicznych (DSM), w której ostatecznie zaakceptowało model biochemiczny i rozpoczęło jego promocję wśród Amerykanów. Ten model bardzo spodobał się firmom farmaceutycznym, ponieważ zakładał szeroko zakrojone stosowanie leków. Do tego, w latach 80-tych urosła w siłę organizacja pacjentów i ich rodzin pod nazwą National Alliance for the Mentally Ill (NAMI). Ważną rolę odgrywały w niej rodziny z dziećmi
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 8 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.