Lekarz – zawód publicznego ….. ryzyka Felieton Zdzisława Szramika.
7
Lekarz – zawód publicznego ….. ryzyka
Ludzie chorują od tak dawna, jak długo istnieje cywilizacja, od kiedy zaczęli samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski. Chorowali zapewne też dużo wcześniej, ale nie zdawali sobie z tego sprawy. Od kiedy zaczęli samodzielnie kształtować swój byt i świadomie wpływać na swoje losy zauważyli, że można czuć się dobrze, pracować, zdobywać pożywienie i walczyć z przeciwnościami losu, albo być niedysponowanym, słabym i cierpiącym. Ta konstatacja zapewne była początkiem postrzegania dobrego stanu organizmu jako rzeczy bardzo pożądanej, a właściwie najcenniejszej w życiu każdego homo sapiens. Na przestrzeni wielu tysiącleci potrzeby wynikające ze stałej troski o dobry stan zdrowia spowodowały wykształcenie się pewnej grupy ludzi, którzy mieli pewne predyspozycje, a później także wiedzę, jak pomagać w sytuacjach niedomagania zdrowia. Od tysiącleci też ludzie, którzy z lepszym lub gorszym skutkiem pomagali chorym, byli otoczeni szacunkiem i powszechnym poważaniem. Kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami chorych ludzi, a także śmiertelne na owe czasy choroby zakaźne, powodowały, że nie każdy czuł się na siłach wykonywać taką posługę. Dlatego też ci, którzy się temu poświęcili zawsze zajmowali wysokie miejsce w hierarchii społecznej. Tysiące lat ukształtowały też relację chory- osoba lecząca w sposób, który nie wymagał interwencji czy poprawek osób trzecich. Zawsze kontakty z lekarzem, znachorem czy czarownikiem oparte były na osobistej relacji, którą cechowały zaufanie, a nawet intymność. Długie setki lat, kiedy wykonywanie usług zdrowotnych stało się już profesjonalne, ludzie, którzy pomagali chorym i cierpiącym postrzegani byli pozytywnie, a dobre efekty ich pracy były podstawą wysokiej oceny ich pracy i społecznego uznania. Oczywiście musimy mieć świadomość, że efekty leczenia na przestrzeni wieków były bardzo różne, ale ludzie też mieli świadomość, że nie wszystkie choroby są uleczalne, że nie zawsze można pomóc, że nie można poprzez nawet bardzo wyrafinowane leczenie uczynić człowieka nieśmiertelnym. Wysoka wartość zdrowia w hierarchii każdego człowieka oraz wyjątkowe umiejętności, które posiadali ludzie udzielający pomocy chorym były przyczyną stosunkowo wysokich cen usług zdrowotnych. Powodowało to niską dostępność tych usług, zwłaszcza dla mniej zamożnych i wynikające z tego negatywne konsekwencje w wymiarze całych społeczeństw. Na przełomie XIX i XX wieku zaczęły powstawać pierwsze systemy społecznego zabezpieczenia zdrowotnego, uwarunkowane nie tyle troską filantropów o ludzi, ale tym, że większość z nich żyła w skrajnej biedzie, uniemożliwiającej uzyskanie pomocy zdrowotnej za własne środki. Odpowiednio duża liczba ludzi z najniższych klas była stałym źródłem taniej siły roboczej, a jej względny nadmiar powodował, że ludzie stojący w kolejkach po jakąkolwiek pracę byli skłonni wykonywać ją za marne grosze. Ludzie żyjący w skrajnej nędzy byli podatni na różnego rodzaju choroby, związane z niedożywieniem, przepracowaniem, zaniedbaniami higienicznymi a także epidemiami, które dziesiątkowały wiele ówczesnych społeczeństw i uszczuplały zasoby taniej siły roboczej. To wszystko, a także pewne teorie społeczne, które pojawiły się w tym czasie, spowodowało rozwój systemów ubezpieczeniowych, w których często partycypowali pracodawcy(!). Miało to w efekcie umożliwić korzystanie, oczywiście w ograniczonym zakresie, z opieki zdrowotnej nawet najbiedniejszym pracującym oby
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.