głos pacjenta na puszczy..(dobry tekst:)))
2. listopada to ważny dzień w moim w moim życiu. Tegoroczny 2. listopada szczególnie. To był wspaniały dzień. Po południu i wieczorem. Jednak rano, ten dzień, mimo nadziei, nie okazał się miły i wspaniały tak, jak sobie wymarzyłem. Odbyłem bowiem podróż do pewnej, specjalistycznej przychodni przyszpitalnej w celu umówionej lekarskiej konsultacji. Mniejsza jednak o mnie, bo choć konsultacja „nie powiodła się”, chcę opowiedzieć o tym co tam zobaczyłem, a zobaczyłem szaleństwo polskiej służby zdrowia.
Horror na szpitalnym korytarzu
Wyruszając jeszcze przed świtem, na miejsce dotarłem nieco po ósmej. Godzinę przed czasem, więc jak sądziłem nie będzie źle. Kiedy wszedłem do piwnicy szpitala, gdzie mieściła się rzeczona przychodnia, dodajmy – okulistyczna, „szczena mi opadła”. W wąskim, piwnicznym korytarzu starego, zabytkowego budynku szpitala kotłowała się jakaś setka ludzi, nawet trochę więcej. Na drzwiach informacja o przyjmowaniu nowych zgłoszeń do konsultacji w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca. Ludzie siedzą i stoją (siedzeń na ławkach z piętnaście – nie dla grubych), reszta stoi i chodzi w okolicach drzwi – oczywistych drzwi. Są i dwie kolejki. Jedni, do rejestracji, drudzy… chyba też do rejestracji, albo się dowiedzieć czy trzeba się rejestrować czy nie, bo już się rejestrowali dwa miesiące temu telefonicznie.
Pielęgniarki robiły, co mogły
Pielęgniarka wychodziła wyczytując kolejne nazwiska do „kontroli jaskry”, przy okazji odpowiadając napierającej fali pacjentów, czy pan/pani ma czekać, czy stać w kolejce do rejestracji, wychwytywała jednak pytania, które zdołała usłyszeć w obliczu ponad stu naraz zadawanych. Muszę (z chęcią) zaznaczyć, że panie (dwie) pielęgniarki wykazywały się nadludzką niemal cierpliwością i niezwykłą grzecznością, dobrocią i uczynnością. Przyznam, jako stary klient służby zdrowia, byłem naprawdę pod wrażeniem i to dodatkowo jakby skierowało moją uwagę w stronę systemu, a nie wyłącznie „pracowników”.
Dobre siedemdziesiąt procent (co najmniej) oczekujących to byli ludzie starzy. Często z laskami i kulami, czasem z opiekunami.
„Nooo, jak zwykle. Ci to zaw
Ten post ma 42 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.