Urocza pacjentka, zdiagnozujmy ją razem
Mam propozycję. W piątek przyszła do gabinetu urocza pacjentka na granicy dorosłości.
Pomyślałam, że opiszę Wam wszystko co o niej wiem, wszystko co od niej usłyszałam, potem dopiszę konsultację psychologiczną, jak już zrobi badania a potem będziemy czekać na dianozę kliniczną.
Pacjentka 156 cm wzrostu , 47 kg wagi. Uczennica dobrego liceum, pochodzi ze skromnej, nie bogatej rodziny. Ładna, w nadmiernie wydatnych grubych okularach, chyba uważała, że takie są ładne, długowłosa, sarniooka z frędzlą rzęs. Nieśmiała, źle ubrana. Czarny ciężki płaszcz i czarny ciężki kapelusz przewiązany obszerną czerwoną szarfą. Pod spodem dzinsy i czerwony sweter, szyja okutana cynobrową chustą. Przyszła w towarzystwie ojca.
Od wejścia do gabinetu widoczny niepokój, coś jak niezwykłe ożywienie wymieszane ze strachem. z pewnym opóżnieniem orientuje sie gdzie można usiąść, gdzie powiesić płaszc, jej tata i inna pacjentka robią to zborniej. Chwilę siedzą w poczekalni, potem wchodza do gabinetu. Po wstępnej rozmowie ojciec wychodzi, zostawia córkę samą.
Mała bezbłędnie podaje swoje dane, pesel też. Mówi pełnymi zdaniami. Przerwy pomiędzy zdaniami zb
