Dramaty lekarza to nie „sytuacje trywialne”-czyli odpowiedź prof Hartmanowi
22
09.07.2013
Prof. Jan Duława
Profesor Hartman wykpił wartości, które są dla mnie zasadami najważniejszymi. Powołam się na jedną, zasadniczą: godność człowieka. Każdego. Ten, dla którego jest to „mowa trawa” lub „tania retoryka”, nie może mnie uczyć etyki i udzielać mi wskazówek.
Od redakcji: Poniższy tekst jest reakcją prof. Jana Duławy na artykuł „Nie będzie etyk pluł nam w twarz”, zamieszczony w „Gazecie Wyborczej z 1 lipca, w którym została wypaczona intencja Listu otwartego prof. Duławy do Ministra Zdrowia. „GW” odmówiła wydrukowania tego tekstu.
1 lipca 2013 r. ukazał się w „Gazecie Wyborczej” artykuł pt. „Nie będzie etyk pluł nam w twarz”. Kilka dni wcześniej autorka przeprowadziła ze mną prawie godzinną rozmowę, której efektem było 3/4 strony wydruku komputerowego przedstawionego mi do autoryzacji. W artykule zaś zacytowano wyłącznie dwa niepełne zdania, zupełnie wyrwane z kontekstu. Pomijam fakt, że w żadnej polemice z prof. Janem Hartmanem nie znalazłem słów o pluciu, a ustawianie mnie w kontekście wiersza Konopnickiej wypacza sens moich wypowiedzi i jest zwyczajnie obrzydliwe. Ponadto tytuł w „GW” nieprawdziwie sugeruje, że prof. Hartman jest jedynym etykiem w Polsce, lub że wyraża opinie przynajmniej większości etyków.
Pokazano w ten sposób dosadnie, czym się różni moja zgrzebna etyka od wysublimowanej metaetyki znawców tematu. Właściwie powinienem się wycofać z dalszej dyskusji, ale pan profesor Hartman w dalszym ciągu utrzymuje, że nie spotkał się z merytoryczną oceną swojego wywiadu dotyczącego KEL i nazywa m. in. moje wystąpienie niegodną nagonką. Pojawiły się również głosy (np. Panowie nie idźcie tą drogą”) ustawiające mnie jako stronę w sporze. Tymczasem w liście do Ministra wyraźnie napisałem, że nie będę dyskutował z „właścicielem prawdy objawionej” i nie życzę sobie, aby ten ktoś uczył mnie etyki. Dlatego zmieniam zdanie (lekarz musi czasem tak zrobić) i zabieram głos powtórnie, choć towarzyszy mi lęk, że znowu ktoś wyrwie z kontekstu jedno zdanie i uczyni go tarczą strzelecką.
Powtarzam, że nieraz musiałem się wstydzić z powodu różnych zachowań lekarzy. Wielokrotnie próbowałem na ten temat rozmawiać. Nie zawsze byłem rozumiany. KEL nie jest dokumentem, który by mnie zachwycał (podobnie jak żaden inny kodeks), można dyskutować nad celowością i precyzją różnych jego artykułów. Jednak żaden tekst napisany ludzką ręką nie jest doskonały. Nawet autorstwa profesora Hartmana. Nie ma wątpliwości, że również mój język nie jest w stanie „powiedzieć wszystkiego, co pomyśli głowa”. Przede wszystkim jednak nie jestem w stanie wyobrazić sobie okoliczności, w które trudniej jest ingerować przepisom jakiegokolwiek kodeksu (etycznego lub prawnego), niż spotkanie dwojga ludzi, z których jeden jest cierpiącym chorym, a drugi lekarzem.
Ale ad rem, przy czym z konieczności ograniczę się do skomentowania tylko wybranych uwag profesora Hartmana. Gdybym obrał sposób narracji pana profesora, wspomniałbym o jego reakcji na artykuł 13: „to ja już wolę wcale nie chorować”. Zaiste, rozumowanie godne filozofa. Dla mnie artykuł 13 jest zupełnie jasny, a chory zawsze suwerenem. Chociaż, prawdopodobnie niechcący, pan profesor streścił istotę medycyny: lepiej zrobić wszystko, aby nie chorować. Też suwerennie.
Aby wyjaśnić „jakie sytuacje miał w głowie autor” (art. 15) musiałbym pana profesora zaprosić na obchód lekarski. Wtedy może dowiedziałbym się, dlaczego dramaty, z którymi mam codziennie do czynienia, dla niego są „sytuacjami trywialnymi”. Chciałbym przy okazji uspokoić pana profesora, że „w tym kraju” można popełnić samob
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 22 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.