Leki w diabetologii – moje refleksje

0
Leki w diabetologii – moje refleksje Zygmunt Trojanowski Znamy całą awanturę z Avandią (rozyglitazon), kiedyś sztandarowym przedstawicielem nowej wówczas (przed 20 laty) grupy leków przeciwcukrzycowych, tiazolidinedionów, które miały być „przełomem w przełamywaniu” insulinoporności i jak się wkrótce okazało przysparzał chorym otyłości. Lek był niesłychanie mocno reklamowany, a kongresowi lobbyści prześcigali się w wyjmowaniu kolejnego króliczka z cylindra o rzekomym addycyjnym plejotropowym działaniu tego leku. Lek okazał się na tyle niebezpieczny, że został wycofany z lecznictwa w całym cywilizowanym świecie przez uprawnione agendy rządowe. Ten absmak jakoś zaczyna niektórym diabetologicznym oszołomom odbijać się czkawką, że to nie do końca było tak, różne koterie wydają oświadczenia mocno złagodzone - oto lek ma być mniej kardiotoksyczny (2013r.), miesiąc później ponownie zmieniają zdanie itd. Na szczęście nie ma to przełożenia na decyzje agend rządowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo dla pacjenta. Próbie czasu oparł się jedynie pioglitazon, ale w USA w skojarzonej konfekcji ma niskie notowania. Pomimo, że w Unii pioglitazon jest zarejestrowany od 2000 roku pod dwoma postaciami ( Actos i Glustin - Takeda), nikt go w Polsce nie stosuje. Kilkakrotnie wypisywałem Actos i odmówiono sprowadzenia pojedynczych opakowań. Ponoć proceder nieopłacalny, a brak refundacji skutecznie odstrasza chętnych i lekarzy. W wytycznych i standardach kilku krajów grupa farmakokliniczna TZD (tiazolidinedio
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.